Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. X

Serwis


Targowanie

Targowanie

Pierwsza z dwóch listopadowych imprez targowych – Kamień we Wrocławiu za nami. Jak wypadł powrót targów do stolicy Dolnego Śląska?
To nie były targi premier, nie były to targi maszyn, kamienia też było tyle co kot napłakał. Ale niewątpliwie z Hali Stulecia niewielu wychodziło niezadowolonych. Takiego spotkania domagała się spora część dolnośląskich kamieniarzy – taką imprezę otrzymała. To w zupełności wystarczy, by za rok Hala Stulecia wypełniła się znowu kamieniarzami.

Wrocławska lista wystawców liczyła 110 firm i organizacji. 69 z nich pochodziło z Polski, 27 z Chin, 14 z innych krajów (Francji, Czech, Niemiec, Ukrainy, Litwy, Hiszpanii, Indii, Włoch). Wśród nich byli właściwie wszyscy liczący się polscy producenci maszyn – Promasz, Irgradex, K & K Automatic Machines, Kuzik, Abra, Altitech. Nie zabrakło ważnych dystrybutorów maszyn włoskich – Euroarss i Wehy Polska. Grupę hurtowni kamienia reprezentowały Levantina i BG United, hurtowników nagrobków – Caro i Lvira. Kamień prezentowali także Hindusi z Shiva International i trzy firmy francuskie – Carrières Plo, DG Pietra i HM Tarn Granit – wszystkie dostarczające do Polski szary granit z departamentu Tarn. Polskie kopalnie reprezentowały ZPK Strzelin i TESM (gnejs doboszowicki). Producentów akcesoriów nagrobnych – rybnickie firmy Rodlew i QMD. Dla tej drugiej firmy, stosunkowo nowej na rynku akcesoriów nagrobnych, targi były dobrą okazją do lepszego rozpoznania rynku dolnośląskiego.
Ale to nie one były głównymi gwiazdami targów. Taką rolę zdawały się grać przede wszystkim liczne niewielkie dolnośląskie sklepy z akcesoriami i narzędziami itp. – Kam Diam, Cemadiam, Urda, Kamień Serwis, Adria – i wielu innych niewielkich wystawców, którzy chcieli zaznaczyć swoją obecność na rynku choćby najmniejszym stoiskiem targowym. To ich oferta, albo stanowiska, cieszyły się największym zainteresowaniem targowych gości. To do nich przyjechała większość zwiedzających. Niekoniecznie w interesach, często po prostu aby się spotkać w większym gronie, a przy okazji kupić piłę i rzepy po targowej cenie (oczywiście najlepiej u wystawców z Chin, którzy tradycyjnie zajmowali przede wszystkim kuluary Hali Stulecia). Niewątpliwie takim spotkaniom sprzyjała odległość z Piławy i Strzegomia do Wrocławia – godzina jazdy zamiast trzech czy czterech do Poznania.

Dobrą frekwencję było widać szczególnie do godziny 14-15 (targi odbywały się między 10 a 17, ostatniego dnia do 16). Można było wtedy odnieść wrażenie, że Hala Stulecia jest pełna jest ludzi. Pomagały w tym zamknięte stoiska i wąskie 3-4 metrowe przejścia pomiędzy rzędami stanowisk. W ten sposób zagospodarowano mniej więcej 2/3 płyty głównej hali, resztę zajmowała giełda biżuterii, wystawa, punkt gastronomiczny, scena wykładowa i stoiska rzeźbiarzy. Stoiska chińskie zajęły około 1/4 kuluarów hali. Wśród stoisk królowała ektanorma, o której istnieniu można było do niedawna prawie zapomnieć. Niewiele firm zrezygnowało z takiego schematu, więc tym bardziej tym nielicznym, jak GB United, należy się pochwała. Zwiedzający nie mogli też liczyć na to, że zobaczą w hali wrocławskiej maszyny ze światowej najwyższej półki. Urządzenia, w niewielkiej liczbie i nienależące do największych, prezentowali wyłącznie polscy producenci.
Ofertę wystawców uzupełniały dość liczne imprezy towarzyszące – wykłady, prezentacje, porady eksperckie. Nie zabrakło atrakcji dla zwiedzających spoza branży – pokazów wybuchu modelu wulkanu, rzeźbienia na żywo (strzegomianin Jerzy Zysk i uczniowie sandomierskiego Technikum Sztukatorstwa i Kamieniarstwa Artystycznego) i giełdy biżuterii i minerałów. Niewątpliwie był to program zdecydowanie bogatszy niż przed przenosinami do Poznania.


Skąd właściwie zadowolenie po targach, które jeszcze trzy-cztery lata uznano by za bardzo słabe? Po pierwsze: dużą część wystawców stanowiły firmy dolnośląskie, wśród odwiedzających również dominowali kamieniarze z Dolnego Śląska. Była to więc okazja do spotkania w szerokim gronie ze znajomymi, dla których podczas codziennej pogoni za pieniądzem często brakuje czasu. Nie zabrakło też zwiedzających z innych części kraju (dzięki coraz dłuższej S8 Wrocław coraz lepiej połączony jest z centralną Polską), ale też z innych krajów – Czech, Ukrainy, nawet Chorwacji. Dla wystawców, którzy działają na terenie całego kraju lub międzynarodowo, to duży plus. Na tak niewielkim obszarze (płyta główna Hali Stulecia ma 2000 mkw., rekordowe targi Kamień-Stone 2010 zajmowały blisko 18 tys. mkw.) po prostu nie sposób nie spotkać znajomego, współpracownika czy klienta. Szczególnie, jeśli na zapoznanie się z ofertą targową wystarczy 20 minut, jak z uśmiechem mówiło wielu gości.
Po drugie: wielki sentyment do imprezy we Wrocławiu – nie targów, ale właśnie imprezy. Wojciech Czech, przedstawiciel Carrières Plo w Polsce, mówił, że jego francuscy goście wzdychali na sam widok kopuły hali wyłaniającej się zza Mostu Zwierzynieckiego. Na stoiskach dolnośląskich firm można było wyczuć, że czują się one gospodarzami na równi z Geoservice-Christi. Jak w domu czuli się tu też goście. Nie dotyczyło to samej hali, ale także miasta – bliskiego, znanego, kojarzącego się z najlepszymi czasami przed wybuchem kryzysu w 2008 r. To uczucia niemal nieznane z targów w Poznaniu. Po trzecie: okazja do zakupów. Liczba firm z Chin i lokalnych dystrybutorów z Dolnego Śląska pozwalała na zrobienie tanich zakupów przed nadchodzącym okresem zimowym. Tego w Poznaniu w ostatnich latach także brakowało.

Lista bolączek wrocławskiej imprezy jest długa. Przede wszystkim: powierzchnia wystawiennicza nie spełnia oczekiwań wielu potencjalnych wystawców. Luźna, domowa atmosfera niekoniecznie sprzyja konkretnym rozmowom biznesowym (na co narzekali nam niektórzy dystrybutorzy i producenci maszyn, dla nich targi były czasem straconym). Zaplecze gastronomiczne na targach jest bardzo słabe (sytuację ratowały restauracja w pawilonie obok Pergoli i food-truck na parkingu). Bez budowy hali wystawowej we Wrocławiu (a na to się nie zanosi) sytuacja nie ulegnie zmianie. A to właśnie zmęczenie warunkami i jakością terenów wystawowych było powodem przenosin targów do Poznania przed pięciu laty. Ale o tym, gdzie powinny odbywać się targi, w dużej mierze decydują ich goście i klienci.




Zobacz również:


Komentarze:


Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy


Dodaj komentarz na Facebooku

2017-07-23
USD
S: 3,6019
K: 3,6747
CHF
S: 3,7661
K: 3,8421
EUR
S: 4,1643
K: 4,2485

Ogłoszenia

2017-04-19
Radom
2017-04-19
cała Polska

Dodaj ogłoszenie 

Kalendarium

Arena Design

W dniach 14 – 17 marca 2017 r. na Międzynarodowych Targach Poznańskich odbędzie się kolejna edycja Arena Design – jedynego w Polsce miejsca spotkań biznesowych producentów i projektantów, a także przestrzeń prezentacji najbardziej aktualnych osiągnięć w dziedzinie designu.